No chyba już czas na mój pierwszy wpis
.
Tak to jest, gdy nie ma gdzie pisać i do kogo – to wena jest, a gdy w końcu założy się bloga czy następny pamiętnik to zaczyna brakować pomysłów. Postaram się to jednak przełamać i napiszę o tym o czym myślałem już dawno temu, a teraz podzieliłem się tym z kumplem:
Udaje mi się czasami zrozumieć innych ludzi, postawić się w ich sytuacji i poczuć to co oni. Swego czasu w mojej mieścinie dyskutowano dużo o tym, że wieczorem w parku można oberwać za friko. Wielkie było poruszenie wśród mieszkańców, znajomych, nauczycieli i znacznej części inteligentów. Aż dziw mnie wziął, że tak zacni, wyniośli ludzie nie pomyśleli o tym co dla mnie stało się po jakimś czasie przemyśleń oczywiste. Zacznijmy od początku, czyli przedstawmy czynniki i postacie występujące w “Oberwanie za friko?”.
Miejsce akcji: park miejski, boczne alejki z dala od głównego “traktu”. Może być to też dowolne miejsce publiczne: dyskoteka, pub, dziedziniec przed kościołem, hipermarket itp.
Czas akcji: praktycznie obojętny, ale przyjmijmy, że jest wieczór (godzina 18).
Bohaterowie:
a) inteligent – przeciętny uczeń którejś ze szkół, na tyle inteligentny by prowadzić swobodną dyskusję, ale na tyle “głupi”(?), aby nie dojść do wniosków przedstawionych na końcu historii. Wzrost przeciętny, sylwetka zdecydowanie nieatletyczna, wyraz twarzy raczej pokojowy, ale potrafiący być zadziorny. Ot, taki przeciętny człowieczek.
b) osiłek, dresiarz, chuligan(?) – dobrze zbudowany, wysoki, szeroki, łysy, zapewne z tatuażem gdzieś na wierzchu. Wręcz emanuje do innych wiadomością: “mogę Ci zrobić krzywdę, nie podchodź”. Mieszkaniec blokowisk, ale niekoniecznie. Równie dobrze może mieszkać w “dobrym domu” z rodzicami, ale przed kumplami tak długo zgrywał twardziela, gangstera, że w końcu zatracił w tym wizerunku samego siebie (?).
Przejdźmy do sytuacji. Te dwa typy mijają się w parku. Osoba A przez chwilę patrzy na osobnika B, może ich wzrok się nawet spotkał. Naszemu inteligentowi przebiegło przez myśl, że mija jakiegoś kryminalistę, w ciągu sekundy go osądza, szufladkuje. Pochlebia mu to, że nie jest taki jak on, że nie musi podbudowywać swojego ego na siłce. Niestety wynikiem tych przemyśleń jest pogardliwy wyraz twarzy, którego nie udało się powstrzymać. Osiłek natychmiast to wyłapuje. Nienawidzi takiego czegoś, nie lubi gdy ktoś czuje się lepszy od niego. W jego psychice natychmiast rodzi się pomysł wymierzenia kary za ten wzrok – w końcu nie po to spędzał czas na ciężkiej harówce na siłce, nie po to kołował pieniądze by ją opłacić, nie po to wydawał kasę na odżywki (te bardziej i mniej legalne), nie po to robił sobie tatuaż(e) by teraz jakieś chucherko nie okazało mu szacunku. No i po krótkiej wymianie zdań zaczyna się jatka, które trwa do momentu ucieczki inteligenta, litości wywołanej jego płaczem czy po prostu utratą przytomności osobnika A. Potem będzie rozpowiadał znajomym, że dostał za friko – za spojrzenie. Do czasu aż ktoś go w końcu uświadomi, że: “Za spojrzenie to nie znaczy za friko”.
Historia smutna, ale prawdziwa i z morałem. Naprawdę warto okazać szacunek komuś większemu od nas, wyglądającemu groźnie już za dnia, bo na ten image ta osoba naprawdę musiała się napracować.
A co to ma wspólnego z Boomem na Babilon? No cóż, może lekcja z tego płynąca jest również taka, że poprzez umiejętne wczucie się w sytuację drugiej osoby (nie osądzając jej przy tym) można uratować swoje zdrowie, a przy okazji zmienić się (i tym samym świat) na lepsze.
Bless Ya
!
Empatia wydaje mi się podstawą umiejętnością na drodze poznawania innych (i przy okazji samego siebie). Gdyby korzystali z niej również ci dwaj bohaterowie wpisu, uniknęliby “stłuczki”.
Niezły początek bloga. RSS już dodany do Readera.